Zmartwychwstały

PRZEBUDZENIE

….Nagle wtedy poczuł jak ktoś go popchnął tak, że spadł ze schodów, lądując na dole, na chodniku. Chwilę później płynąca rzeka przerażonych ludzi przepłynęła po nim. Straszna agonia wypełniała całe jego ciało. To była ostatnia rzecz, jaką zapamiętał.
W chwili kiedy sądził że umrze, stało się coś dziwnego….

Był śliczny poniedziałkowy poranek. Marek Nowak leniwie wstał z łóżka i poszedł do kuchni. Otworzył lodówkę i wziął kanapki, które przygotowała dla niego mama. „To jest wielki dzień dla mnie,” pomyślał, „po raz pierwszy
w moim życiu zobaczę koncert mojego ulubionego piosenkarza Justina”.

Justin odbywał swoje europejskie turne. Właśnie w ten poniedziałek po południu miał dać koncert w Warszawie, na tymczasowej scenie, która została specjalnie zbudowana na murawie Stadionu Narodowego na jego występ.

Dwie godziny przed koncertem stadion był wypełniony małolatami z całego świata. Ich wszystkich łączyła jedna rzecz – zamiłowanie do piosenek ich idola. W końcu nastała pora i Justin pojawił się na scenie. Nosił na sobie designerski garnitur, w którym wyglądał jak nastoletni cherubinek. W prawej dłoni trzymał mikrofon. Potem powiedział ‘cześć’ do mikrofonu, a wszyscy jego fani zaczęli krzyczeć i piszczeć. Właśnie w tym momencie wszyscy zebrani usłyszeli dziwny gwiżdżący dźwięk dochodzący z nieba. Popatrzyli w górę i ujrzeli zbliżającą się do stadionu małą rakietę. Zanim zdali sobie sprawę z tego, co się dzieje, rakieta uderzyła w murawę i wybuchła. Wkrótce, zamiast podekscytowania słychać było desperackie wołanie o pomoc dochodzące
z tysięcy gardeł, a oczom ukazał się widok ludzi napierających na wyjścia
i tratujących jeden drugiego.

Na szczęście Marek znajdował się blisko wyjścia, więc znalazł się w drzwiach pomiędzy pierwszymi. Nagle wtedy poczuł jak ktoś go popchnął tak, że spadł ze schodów, lądując na dole, na chodniku. Chwilę później płynąca rzeka przerażonych ludzi przepłynęła po nim. Straszna agonia wypełniała całe jego ciało. To była ostatnia rzecz, jaką zapamiętał. W chwili kiedy sądził że umrze, stało się coś dziwnego. Ból wypełniający jego ciało odszedł, a tłum ludzi zniknął. Marek otworzył oczy i podniósł się z ziemi. Wokoło nie było stadionu, a on już nie miał na sobie swojego codziennego ubrania i adidasów. Popatrzył na siebie badawczo i zauważył, że miał dokładnie te same ubrania i buty co Justin.

Marek rozejrzał się dokoła i stwierdził, że był w dziwnym, podobnym do ogrodu lesie. Wysokie drzewa, kwitnące kwiaty, ładne ścieżki, lwy bawiące się z niemowlęciem pomiędzy krzewami – było wszystkim co widział. Początkowo sądził, że to miraż, ale napływająca do jego uszu muzyka ćwierkających ptaków, wypełniająca cały jego umysł upewniła go, że to rzeczywistość.

Gdzie ja jestem?” – zastanawiał się, „Co się stało?” Ani nie miał pojęcia gdzie był, ani jak się tam znalazł. Wałęsając się po ścieżkach ujrzał interesujący dworek, bardziej podobny do królewskiego pałacu niż dworku. Przed nim pracowała wspólnie młoda para i bawiła się trójka dzieci.

Marek podszedł do tej pary i chciał powiedzieć ‘przepraszam’, ale w tej samej chwili mężczyzna zobaczył go i zaczął płakać. Potem mocno go uściskał
i powiedział „Witaj Marku! Jakże się cieszę, że znowu cię widzę!”

Kim pan jest?” powiedział Marek i dodał trzęsącym się głosem „Nie znam pana”.

O nie!” powiedział mężczyzna, „Ty dobrze mnie znasz. Dzieliłeś ze mną pokój. Jestem twoim młodszym bratem Jakubem. A to jest moja żona Jaśmin i nasze dzieci: Amber – ma dziewięć lat i jest najstarsza, siedmioletni Jasper i pięcioletnia Amelia.

Chwilę później dzieci objęły Marka i powiedziały „Cieszymy się, że cię poznaliśmy wujku Marku”. Potem przywitał go Jaśmin.

Marek był kompletnie zdumiony. „Ale co to jest za miejsce? Gdzie jesteśmy? Dlaczego nic nie pamiętam?” – pytał.

Wszystko ci wyjaśnimy, ale najpierw powiedzmy rodzicom, że wróciłeś.” – powiedział James.

Więc .. więc oni też tu są? – dopytywał się Marek.

Cała nasza rodzina tu jest. Po tym jak ty …” – w tym miejscu James nagle przerwał.

Po tym jak co?” dopytywał się z ciekawością.

Powiemy ci potem.” – odpowiedział Jakub.

Wkrótce wszyscy wsiedli do pojazdu, wyglądającego jak łódź na kółkach. Pojazd posiadał krótki, trójkątny, biały żagiel, który napędzał łódź- auto, ale zamiast steru miał średniego rozmiaru kierownicę. Marek zdziwił się widząc, że poruszali się z prędkością stu mil na godzinę bez jakiegokolwiek silnika. Samochód był w pełni ekologiczny.

Pół godziny później dotarli na szczyt całkiem wysokiego wzgórza, gdzie wznosiła trzy piętrowa willa w hiszpańskim stylu, a po jej wschodniej stronie było morze. Przed fasadą budynku rozciągał się niesłychanie ogromny, różany ogród. Jego kwiaty były pogrupowane tworząc różne kształty, jak: mosty, pergole, latarnie i wiele innych. Każdy kwiat był innego koloru, a wszystkie razem zdawały się być pomalowane wszystkimi kolorami tęczy.

Rabatki w ogrodzie były porozdzielane ścieżkami i alejkami zaginającymi się tu i tam, a tworzącymi słowa, których Marek nie potrafił przeczytać. W ogrodzie pracowały razem dwie osoby, mężczyzna i kobieta. Oboje wyglądali niesamowicie urodziwie. Kobieta była średniego wzrostu i szczupła. Ubrana była w dopasowaną białą bluzkę i zwiewną, długości do łydek, kwiecistą spódnicę z szerokim, blado różowym pasem owijającym jej talię. Jej długie, kręcone blond włosy luźno opadały na jej plecy, a na czubku głowy były spięte złotą spinką w kształcie motyla. Mężczyzna był nieco typem macho. Był wysoki, niczym topola i dobre zbudowany. Jego włosy były krótkie, brązowe i kręcone. Ubrany był w niebieskie ogrodniczki bez koszuli. Było oczywiste, że oboje nie mogli mieć więcej niż po trzydzieści lat.

Marek, James, Jaśmin oraz trójka dzieci szli wzdłuż różanej alei w kierunki domu, kiedy wspólnie pracująca para ich dostrzegła. Najpierw stali przez chwilę w milczeniu i bez ruchu, a potem zaczęli biec w kierunku gości tak szybko, jak gepardy, łkając radośnie całą drogę. Po chwili oboje obejmowali Marka
i cmokali jego policzki.

Kim jesteście?” – wykrzyknął Marek, a potem łagodnie dodał, że nigdy wcześniej ich nie widział. Po tych słowach oboje zaczęli się radośnie śmiać.

Mama,” powiedział mężczyzna, „nasz syn nigdy nas nie widział, ha, ha, ha, ha…”

Marek zastygł w bezruchu, ledwie powstrzymując radość wypełniającą całe jego ciało, po jego policzkach spływały obficie łzy niczym strumień wody ze wzgórza. Po chwili wyjąkał: „Ma…a…a…ma! Ta…a…a…ta! Jak to się dzieje, że jesteście tacy młodzi?! Gdzie jesteśmy?! Umieram z ciekawości, błagam, powiedzcie mi.”

Proszę, bądź cierpliwy synu. Niedługo się dowiesz.” – odpowiedział ojciec dodając – “Teraz chodźmy do babci i dziadka na obiad.”

Proszę, zmiłujcie się na de mną. Nie drwijcie i przestańcie się ze mnie nabijać,” błagał Marek. „To nie może być prawda! Oni zmarli na długo przed moimi narodzinami. Jak to wszystko możliwe?!”

Prawdopodobnie wymieniali by słowa jeszcze przez wiele godzin, ale Jakub wtrącił się i przerwał, mówiąc: „Chodźmy do Marcjanny i Tomasza. Nie lubią kiedy spóźniamy się na obiad”. Po tych słowach wszyscy weszli do willi i udali się na dach. Tam, za domem znajdowała się kolejka linowa prowadząca do domu usytułowanego na następnym wzgórzu, odległym o około 11 kilometrów. Weszli do niej i usiedli na znajdujących się tam miejscach. Potem Adrian, tata Marka, chwycił uchwyt wielkiego koła przymocowanego do kwadratowego słupa znajdującego się w środku wagonika i zaczął powoli je obracać. Wagonik majestatycznie opuścił peron, poruszając się w kierunku szczytu wzgórza z prędkością około 70 km na godzinę. Za dziesięć minut byli na miejscu.

Na peronie, po opuszczeniu wagonika kolejki, spotkali poważnie wyglądającą panią ubraną w nową, ale trochę staroświecką, niebiesko-czarną, sukienkę porytą cekinami. Kobiecie towarzyszył wysoki, poważny mężczyzna ubrany w czarny, szyty na miarę smoking. Marek popatrzył na nich zagadkowo. „Jak to się dzieje, że wszyscy wyglądają ta młodo” – zastanawiał się, potem pozdrowił dziadków słowami – „Dzień dobry babciu Marcjanno i dziadku Tomaszu”.

Witaj Marku” – oboje odpowiedzieli równo w tym samym czasie. Potem Marcjanna wtrąciła – „Widzimy, że już znasz nasze imiona, Marku. To dobrze.” Teraz wszyscy udali się na ogromny, przyozdobiony pięknymi płaskorzeźbami i rzeźbami taras gdzie na środku znajdował się okrągły stół z nakryciem obiadowym na około pięćdziesiąt osób. Niektórzy zaproszeni siedzieli już przy stole. Marek z przejęciem przyglądał się obecnym. „Kim są?” – zastanawiał się.

Wkrótce jego ciekawość została zaspokojona. Obecni byli bliskimi i dalszymi krewnymi. Niektórzy z nich, jak wujek Darek i ciocia Krystyna, byli już mu znani. Inni, zostali krótko jemu przedstawieni, podobnie jak on został przedstawiony im. Przedstawiając go, dziadek Tomasz powiedział, że Marek właśnie został wzbudzony. Słowo ‘wzbudzony’ mocno Marka zaciekawiło.

Co to może znaczyć?” – zastanawiał się zaniepokojony.

Wspólna fiesta rozpoczęła się w nowy, dziwny dla Marka sposób. Najpierw dziadek poprosił wszystkich o ciszę. Potem wzniósł w górę ręce, pochylił głowę i rozpoczął modlitwę dziękując Bogu za Jego wspaniałe postanowienia, zaopatrzenie i nowo przebudzonych. Te słowa jeszcze bardziej Marka zaintrygowały. To była najpiękniejsza modlitwa, jaką kiedykolwiek słyszał. Kapłan w kościele nigdy się tak nie modlił. Kiedy dziadek skończył, wszyscy członkowie rodziny, jak jeden, powiedzieli głośno ‘Amen’. Marek frasobliwie rozglądał się dokoła i zauważył że po policzkach jego dziadków, rodziców i brata spływały łzy. Od razu wiedział, że płakali, ale nie były to łzy smutku lecz ogromnej radości. Marek nie mógł tego pojąć.

Obiad był absolutnie wspaniały. Stół wypełniony był wykwintnymi daniami kuchni z całego świata. Z powodu ilości, nie możliwe było spróbować każdego z nich. Marek zdecydował posmakować kilku orientalnych warzyw i owoców, których nie potrafił nazwać, piętrzących się w przestronnym koszyku umieszczonym na stole obiadowym. Po niedawno odczuwanej agonii, Marek poczuł się bardzo szczęśliwy. Miał pragnienie pozostania w tym miejscu za zawsze.

PIERWSZY PROMIEŃ TAJEMNICY OBJAWIONY

Po obiedzie nasi bohaterowie poszli w kierunku pięknej doliny, która raczej przypominała kotlinę, po kamienistej ścieżce wijącej się pomiędzy winoroślami. Tam, na łące pokrytej gęstą trawą pasły się lamy, owce, mocne i rosłe barany, chyże gepardy, lamparty i potężne lwy, które bardzo Marka przeraziły. Sądził, że wkrótce zostaną zaatakowani i rozszarpani na strzępy przez te dzikie i nieoswojone zwierzęta. Jednak ku jego zdziwieniu, zwierzaki zdawały się nawet nie zauważyć ich przybycia, spokojnie posilając się soczystą trawą.

Co się dzieje?” – zastanawiał się Marek, „Dlaczego nas nie atakują? Dlaczego dzikie, zajadłe zwierzęta jedzą trawę? Czym jest to podobne do ogrodu miejsce? Gdzie jesteśmy? Jak to się stało, że cała moja rodzina jest tutaj? Dlaczego ja nic nie pamiętam?! Czy to jest Shangri-La – miasto, które widziałem na filmie?”

To miejsce rzeczywiście było podobne do Shangri-La, a nawet miliard razy lepsze. Będąc całkowicie pogrążonym w myślach, Marek nie zauważył, że młody lew szykował się do skoku na niego. Zanim się zorientował o co chodzi, leżał powalony na ścieżce, a lew lizał jego twarz. Marek osłupiał widząc takie dziwne zachowanie nieoswojonego zwierzęcia.

Nie martw się!” wykrzyknął jego ojciec i dodał „Willy zawsze tak się zachowuje wobec nowoprzybyłych.”

Ale dlaczego mnie nie ugryzł, ani nie zranił? Co to za miejsce?!” – dopytywał się Marek.

Willy nie gryzie, ponieważ teraz ludzie i zwierzęta żyją w pokoju. Wzajemnie nie wyrządzamy sobie krzywdy w żaden sposób. A to miejsce, to ‘raj’ lub przywrócony ‘Ogród Eden’” – wyjaśnił tata i dodał „A ty właśnie zmartwychwstałeś.”

Słysząc te słowa Marek wydał z siebie długi wyjący dźwięk ‘wo…w!’ Potem zapytał „Czy naukowcy wreszcie dokonali tego dla ludzkości?”

Naukowcy? Ha, ha, ha …, “ zaśmiał się tata i powiedział „Nie, nie zrobili tego.”

To jak się to stało? Kto to umożliwił? I co masz na myśli mówiąc, że zmartwychwstałem?” – dopytywał się dalej Marek.

Krok po kroku synu. Nie wszystko naraz,” odpowiedział tata.

Właśnie w tym momencie przyszedł muł i zaczął szturchać Marka pyskiem w brzuch.

Co chciałeś?” zapytał Marek delikatnie.

On chce byś na niego siadł i pojechał na tamten szczyt. On zawsze zabiera tam nowo zbudzonych, żeby pokazać im okolicę,” wyjaśnił tata Marka i wręczył synowi koc mówiąc „Połóż to na jego grzbiet”.

Marek posłusznie zastosował się do rady ojca. Położył koc na muli grzbiet, siadł na niego i wyruszyli w podróż na najwyższy szczyt. Droga pod górę była nieco wąska i stroma, ale zwierzę cierpliwie pięło się jednostajnie do góry, z każdym krokiem ciężko dysząc. Po pół godziny dotarli na szczyt. Marek zsiadł ze stworzenia i rozejrzał się dokoła. Na północy zobaczył ogromny ocean. Na wschodzie delikatny stok prowadził do niekończącej się równiny pełnej kolorowych kwiatów i drzew, nad którymi latały wszelkiego rodzaju ptaki i owady. Okolica na wschodzie była raczej pagórkowata i pokryta karłowatymi świerkami. Pomiędzy nimi skakały kozice górskie z małymi. Marek przyglądał się wszystkiemu, nie mogąc zaspokoić pragnienia swoich oczu.

Potem obrócił się na zachód i zobaczył piękny łuk tęczy wygięty nad morzem zaraz za domem rodziców. Prawdopodobnie Marek jeszcze wpatrywałby się w ten cudowny widok chwilę dłużej, ale Gościnny – muł, stuknął go nosem i podszedł do znajdującej się w pobliżu jabłoni.

Chcesz bym cię nagrodził za to, że mnie tu zabrałeś,” powiedział Marek uśmiechając się do zwierzęcia. Potem wyciągnął rękę i zerwał kilka dojrzałych, czerwonych jabłek i dał je zwierzęciu. Gościnny łapczywie je pochłonął. Jabłka wyglądały tak smakowicie, że Marek zdecydował się zjeść jedno. Zerwał więc średniej wielkości żółto-czerwony owoc i ugryzł. Ach, co to był za smak! W jego ustach miał smak miodu płynącego z plastra, a soczysty był jak arbuz. Chłopak znowu poczuł się zachwycony i wykrzyknął „Co to za miejsce!” Potem ponownie wspiął się na grzbiet zwierzęcia i udali się w podróż na dół.

PO WYBUCHU

Droga w dół wydawała się nieco krótsza niż droga pod górę. Marek przechodził istną burzę mózgu, a w jego głowie kłębiły się niezliczone myśli. Najważniejszymi z nich były: gdzie się znajdował zanim został wzbudzony i kto go wzbudził. Jak? Będąc pogrążony w niespokojnym rozmyślaniu, dotarł do domu dziadków. Tam członkowie jego najbliższej rodziny siedzieli w pokoju konferencyjnym przy dużym, hebanowym stole, na którym leżały albumy fotograficzne i oprawione w czarną, delikatną skórę książki. Marek rozpoznał, że były to Biblie.

Tata Marka – Adrian – poprosił go żeby usiadł, potem otworzył jeden z albumów fotograficznych i zapytał „Czy poznajesz?”

Tak, to jest Justin w dniu przyjazdu do Warszawy,” odpowiedział, po czym zapytał „Dlaczego noszę jego ubrania?”

Czy pamiętasz koncert, na który poszedłeś?” zapytał Jakub.

Tak, na stadionie wybuchła wtedy bomba lub rakieta, a ja byłem pierwszy przy wyjściu. Gdy znajdowałem się na szczycie schodów, ktoś mnie popchnął i spadłem po nich. Potem poczułem okropną agonię, która rozpoczęła się w momencie kiedy kilka osób przeszło po moich plecach, po czym obudziłem się tutaj. Zagadkowe?” powiedział Marek.

W rzeczywistości, zostałeś zadeptany na śmierć, przez przerażonych, ratujących swoje życie nastolatków. Razem z tobą zadeptano setki innych,” wtrąciła jego mama Elżbieta.

Więc, więc … jak to się dzieje, że jestem żywy i w jednym kawałku?” zapytał.

Krok po kroku,” odpowiedział Jakub i ciągnął dalej „Niezliczona liczba rodzin była pogrążona w żałobie po wybuchu. Wybuch nastąpił, ponieważ komputer pokładowy samolotu sfiksował i przypadkowo upuścił rakietę, która uderzyła w stadion. Nikt nie ucierpiał wskutek wybuchu, ale setki osób ucierpiało wskutek paniki, jaka po nim nastąpiła.”

Kiedy ja i mama przyszliśmy rozpoznać twoje zwłoki,” powiedział Adrian, „nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom. Twoja twarz była okropnie zmasakrowana, a górne i dolne kończyny były zmiażdżone. Ten widok spowodował, że mama dostała zawału i musiała być hospitalizowana. Reporter ‘Życia Warszawy’, który był obecny przy rozpoznaniu zwłok, napisał potem poruszający serce artykuł, przetłumaczony potem na angielski. Justin wzruszył się po przeczytaniu go i natychmiast nas odwiedził, próbując nas pocieszyć, ale bez powodzenia. Oboje byliśmy głusi i ślepi. Jeden z amerykańskich chirurgów plastycznych zaoferował swoją pomoc w odbudowaniu twojej głowy i kończyn, a Justin dał swoje nowe ubranie i buty by przyszykować cię do pogrzebu,” powiedział Adrian łamiącym się głosem. Marek zauważył, że ojciec prawie płakał, kiedy przywoływał na pamięć wspomnienia.

Tato, więc dlaczego jestem teraz w jednym kawałku, absolutnie zdrowy? Czy jesteśmy w niebie?” zapytał Marek.

Nie, mój drogi” odpowiedział z uśmiechem Adrian.

Właśnie zostałeś z martwych wzbudzony. Nie ma sensu przywracać kogoś do życia w słabym stanie, to znaczy chorego,” powiedział Jakub.

Następnie Adrian dodał, „Nie jesteśmy teraz w niebie. Jesteśmy na ziemi. Aczkolwiek, zanim ci powiem jak to się stało, pozwól mi skończyć twoją historię. Na twój pogrzeb przybyło około dziesięć tysięcy ludzi. Ja, mama
i Jakub szliśmy za trumną w towarzystwie Moniki – tej, którą tak bardzo lubiłeś.”

Tej, która była Świadkiem Jehowy?” przerwał Marek.

Tak, tej samej,” kontynuował tata, „Ona szła z nami do samego grobu, ale odmówiła brania udziału w praktykach pogrzebowych. Nie mieliśmy nic przeciwko temu. Później, wieczorem tego samego dnia odwiedziła nas, uściskała długo i mocno, a następnie powiedział, że wie gdzie jesteś i że jeśli chcemy, to możemy zobaczyć cię żywego znowu. Słysząc te słowa zaczęliśmy płakać i wyjaśniliśmy, że nie jest miłe nabijać się z kogoś w takim smutnym dniu. Wtedy ze łzami w oczach powiedziała nam, że wcale nie żartuje. Potem otworzyła Biblię i zacytowała Ewangelię według Jana, rozdział 5, a wiersze od 25 do 29, które zawierały słowa Jezusa”

W tym miejscu Adrian przerwał, pochwycił leżącą na stole Biblię, otworzył ją na wspomnianym tekście i przeczytał: „Zaprawdę, zaprawdę wam mówię: Nadchodzi godzina, i teraz jest, gdy umarli usłyszą głos Syna Bożego, a ci, którzy usłuchają, będą żyli. Bo jak Ojciec ma życie sam w sobie, tak też dał Synowi, aby miał życie sam w sobie. I dał mu władzę sądzenia, gdyż jest on Synem Człowieczym. Nie dziwcie się temu, ponieważ nadchodzi godzina, w której wszyscy w grobowcach pamięci usłyszą jego głos i wyjdą: ci, którzy czynili to, co dobre, na zmartwychwstanie życia; ci, którzy się dopuszczali tego, co podłe, na zmartwychwstanie sądu.

W tym momencie przestał czytać, ponieważ ktoś zapukał do drzwi. Elżbieta powiedziała: „Proszę wejść.” Kiedy drzwi się otworzyły, Marek ujrzał w wejściu szczupłą dziewczynę średniego wzrostu. Miała kręcone blond włosy, długości do ramion i absolutnie cudowne niebieskie oczy. Wydawała się ona Markowi niezmiernie znajomo. Kiedy jej wzrok spotkał się z jego wzrokiem, podeszła do niego, objęła go i uściskała mówiąc „Witaj z powrotem Marku. Miło znowu cię widzieć. Czekałam na tą chwilę bardzo długo. Dziękuję Ci Jehowo, że właśnie zaspokoiłeś moje pragnienie.”

Marek zaniemówił. Serce w jego piersi biło coraz szybciej i szybciej. ‘Kim ona jest?’ – zastanawiał się. ‘Taka ładna, atrakcyjna dziewczyna. Jak to możliwe, że mnie zna?’

Nie poznajesz mnie?” zapytała dziewczyna i poprosiła „Popatrz przez chwilę w moje oczy.

Marek popatrzył głęboko w jej prześliczne, tak jasno błękitne jak niebo w słoneczny dzień oczy i wyszeptał, „Monika, czy to ty?”

Dziewczyna kiwnęła głową. Marek nie mógł powiedzieć ani słowa, tylko pozostawał w całkowitym bezruchu i łkał z radości. Po kilku minutach, kiedy przezwyciężyli emocje, Monika siadła przy stole.

Właśnie cytowałem teksty, które nam przeczytałaś po pogrzebie Marka” – powiedział Adrian i zapytał ją czy chciałaby dalej kontynuować. Monika zgodziła się.

Powiedziała: „Tamtego wieczoru rozmawialiśmy aż do północy, a ja opowiedziałam twoim rodzicom o przykładach zmartwychwstania dokonanych przez Bożych proroków i przez Jezusa Chrystusa. Oni natychmiast pojęli znaczenie tego dla nich i …”

..i zaakceptowaliśmy domowe studium Biblii,” przerwała Elżbieta, a potem ciągnęła dalej „najbliższej niedzieli poszliśmy z nią na zabranie i od tamtej pory nigdy nie przestaliśmy na nie uczęszczać. Jakub uczestniczył w nich razem
z nami i także zaczął studiować Biblię. Wkrótce stał się bardzo przykładnym młodzieńcem. Gdy ukończył 25 lat poznał Jaśmin – dziewczynę oddaną Bogu z sąsiedniego zboru – a rok później się pobrali. Ponieważ mieli te same cele, więc kiedy Jakub ukończył 27 lat wstąpili do Gilead, Szkoły Świadków Jehowy.”

Marek przysłuchiwał się niezmiernie uważnie, żeby nie uronić ani słowa. Potem nieśmiało zapytał „Co to jest szkoła Gilead? I co oznacza imię Jehowa?”

Na to pytanie odpowiedział Adrian – „Szkoła Gilead była szkołą prowadzoną przez Świadków Jehowy, kształcącą misjonarzy, którzy potem byli wysyłani do krajów, gdzie dobra nowina o Królestwie Bożym nie była jeszcze głoszona. Jeśli chodzi o imię ‘Jehowa’ – to jest to imię Wszechmocnego Boga. Powiedziawszy to, Adrian otworzył Biblię przytoczył słowa z Psalmu 83, wiersz 18, który mówi: aby wiedziano, że ty, który masz na imię Jehowa, ty sam jesteś Najwyższym nad całą ziemią. Potem dodał „To dzięki Jehowie mamy te wspaniałe warunki wokół nas wraz z tym, że ludzie powracają do życie przez zmartwychwstanie.”

Po tych słowach z oczu Marka znowu popłynął potok łez spływający po jego policzkach, potok, który był widzialnym przejawem niewypowiedzianej radości serca. W jego umyśle niespokojne myśli przemieszczały się od jednego pytania do drugiego. „Jak długo będzie to wszystko trwało? Co mam zrobić by to mieszkać? Ile czasu upłynęło od mojej śmierci do mojego zmartwychwstania?” – zastanawiał się. Po chwili skierował się do Moniki i zapytał półgłosem – „Czy będzie nietaktem, jeśli zapytam ile masz lat, Moniko?”

Nie, nie będzie.” – odpowiedziała i dodała – „Mam 353 lata,” a potem próbując przewidzieć jego następne pytanie, powiedziała – „a gdybyś chciał zapytać czy jestem mężatką, to z radością pragnę cię poinformować, że nie.”

Marek zaczął się śmiać i wykrzyknął, „Skąd wiedziałaś!?”

To nie było zbyt trudne Marku. Widziałam tą iskrę w twoim oku, kiedy mnie ujrzałeś” – powiedziała.

A czy mogę zapytać dlaczego?” kontynuował Marek dalej prowadząc swoje śledztwo.

Ponieważ ten, w którym się zakochałam, zmarł tragicznie.” – wyjaśniła.

Czy chcesz powiedzieć, że mnie kochałaś?!” – zapytał.

Tak, kochałam.” – przytaknęła.

Po usłyszeniu tych słów kolejny potok łez spłynął po policzkach Marka. To było więcej niż mógł znieść. „Jaka wspaniała miłość!” – pomyślał, „jakim jestem wielkim szczęściarzem! Dzięki Ci o Jehowo za wszystkie dobre rzeczy, których już doświadczyłem!”

Wkrótce wieczór nadszedł i wszyscy poszli spać. Tak zakończył się pierwszy dzień życia Marka w raju.

NIEOCZEKIWANY PODARUNEK

Kiedy świt swoim blaskiem oświetlił otoczenie, wszyscy zasiedli do śniadania. Jednak nie było to zwyczajne śniadanie. Zamiast wykwintnych dań na stole znajdowały się Biblie i broszury ‘Codzienne Badanie Pism’. Po przywitaniu Adrian wszystkich o otwarciu broszury na dacie ‘15 lipca’. Kiedy zostało to uczynione, przeczytał werset otwierający Księgę Wypełnienia (księga, która został dodana do Biblii po Armagedonie), który mówił: „Dzięki niech Ci będą o Jehowo! Wielkie i zdumiewające są twe dzieła, Jehowo Boże, Wszechmocny. Prawe i prawdziwe są twe drogi, Królu Wieczności. Któż by się ciebie rzeczywiście nie bał, Jehowo, i nie wychwalał twego imienia, skoro ty sam jesteś lojalny? Bo wszystkie narody przyszły i przed twoim obliczem oddają Ci cześć, ponieważ zostały ujawnione twe prawe postanowienia. Wszystko co powiedziałeś wypełnia się, zgodnie ze wszystkimi wypowiedziami, które podałeś poprzez Twoich proroków”.

Marek zauważył, że były to sparafrazowane słowa z księgi Objawienia, rozdział 15, wiersze 3 i 4.

Potem Adrian poprosił Elżbietę, by przeczytała towarzyszący wersetowi komentarz, który brzmiał: „Minęła prawie jedna trzecia milenium odkąd Królestwo Boże w widzialny sposób przejęło władzę nad ziemią. Wszyscy lojalni słudzy Jehowy, którzy poumierali w ciągu 6000 lat rządów szatana, zostali już wzbudzeni. Ostatnim z nich, który zmartwychwstał jest Abel i zmartwychwstanie ludzi, którzy umarli w nieświadomości, już się rozpoczęło. Niemniej, wszyscy obecnie żyjący mają trojakie zadanie. Najpierw muszą zadbać o swoje potrzeby duchowe, potem o potrzeby duchowe nowo zmartwychwstałych, a na końcu muszą przygotować dla nich miejsca zamieszkania. Jednak regularne dbanie o potrzeby duchowe jest największej wagi, aby wszyscy mogli być przygotowani na ostateczną próbę, kiedy szatan będzie uwolniony z otchłani. Po ostatecznej próbie zostanie wrzucony do jeziora ognia, co oznacza unicestwienie go na zawsze”.

Po odczytaniu komentarza, Adrian zadał pytanie: „Jakie potrójne zadanie mają teraz wszyscy ludzie?” Potem, przez około piętnaście minut wszyscy członkowie rodziny dyskutowali o tym komentarzu. Na zakończenie Adrian zwrócił się z modlitwą do Boga, dziękując Jemu za materialne i duchowe dobra oraz prosząc o błogosławieństwo. Potem podano na stół właściwy, fizyczny posiłek.

Marek uważnie przyglądał się przyniesionym daniom i zauważył, że w ogóle nie było pośród nich mięsa. Niemniej, było tam coś, co wyglądało jak wędzona szynka, ale nią nie było. Poczęstował się jej niewielką ilością. Był pewien, że zrobiona była z ziaren soi, ale smakowała jak najprzedniejsza wieprzowina. Po obfitym pożywnym posiłku, Marek został zabrany na sąsiednie wzgórze, gdzie stał był dwupiętrowy dom z przybudowanym do niego garażem. Było oczywiste, że budynek został niedawno wzniesiony.

Kiedy podeszli do wejścia, Adrian nacisnął klamkę i wszyscy weszli do środka. Ku zdziwieniu Marka, budynek był w pełni umeblowany, ale meble przykryte były cienkim, biały materiałem – co oznaczało, że nikt w nim nie mieszkał. Potem Elżbieta zwróciła się do Marka słowami: „Witaj w swoim domu, synu!”

Marek popatrzył na nią zagadkowo i powiedział: „Nie rozumiem.”

Potem Elżbieta ciągnęła dalej: „To jest twój dom Marku. Zbudowaliśmy go dla ciebie. Możesz zamieszkać tutaj lub pozosta

z nami, jeśli ci się tak podoba. Sam dokonaj wyboru.”

Marek był tak poruszony podarunkiem, że zaczął głośno łkać. Potem jąkać się, powiedział rodzicom: „Dzięę…kuu..je”. Dom wyglądał dokładnie tak, jak go sobie wymarzył. Na dole znajdował się przestronny hol przechodzący w olbrzymie patio. Na górze były stykające się ze sobą trzy sypialnie. Naprzeciwko nich usytułowana była wyłożona glazurą łazienka z lustrem na całą ścianę, które zakrywało półki z ułożonymi na nich ręcznikami i mydłem. Na suficie umieszczone były kunsztowne lampy, ale Marek nigdzie nie widział ich włączników. W chwili, kiedy się skwapliwie za nimi rozglądał, Adrian klasnął dwukrotnie w dłonie i światło się zapaliło. To znowu wprowadziło Marka w zdumienie. Będąc głęboko zaskoczonym takim technologicznym rozwiązaniem, zapytał tatę gdzie są ukryte przewody elektryczne. I znowu poczuł się zaskoczony gdy się dowiedział, że nie było w ogóle przewodów.

Jak to?” – zapytał.

Wtedy, delikatnym majestatycznym głosem Adrian wyjaśnił, że cała ziemia jest zaopatrywana w energię elektryczną ze stratosfery. Energia jest dostarczana bezprzewodowo do wszystkich elektrycznych gadżetów na naszej planecie. Nawet samochody nie potrzebują akumulatorów, dzięki odkryciu Mikołaja Tesli. Chociaż te wynalazki istniały jeszcze w okresie nim Jehowa przerwał rządy szatana, to nie były używane, a to dlatego, że nie pozwalał na to chciwy system handlowy. Te informacje zmusiły Marka do jeszcze głębszych przemyśleń.

Zastanawiał się: „Co jeszcze mnie tu czeka? Jak mogę odpłacić Jehowie Bogu i moim rodzicom za te cudowne rzeczy, które stały się moim udziałem? Jaki zawód powinienem wybrać?”

Marka marzenia na jawie zostały przerwane głosem Elżbiety. „Pewnie się zastanawiasz, jak możesz za to odpłacić?”

Marek kiwnął głową na zgodę.

Więc,” powiedział Adrian, „Razem z innymi nowo zmartwychwstałymi weźmiesz udział w tygodniowym kursie biblijnym, pod nazwą „Poznaj Jehowę i Jego cudowne dary”. Jako członkowie twojej rodziny będziemy ci towarzyć służąc naszą wiedzą i praktycznymi umiejętnościami, jak: przygotowywanie posiłków, sprzątanie, pranie i wiele innych. Po kursie będziesz brał udział w dalszych przygotowaniach, takich jak budowa domów dla innych, którzy mają jeszcze być wzbudzeni. Ta praca jest wykonywana prze połowę dnia, to znaczy przez cztery godziny, potem prze kolejne dwie godziny czytamy Biblię i medytujemy nad przeczytanym materiałem. Co drugi wieczór spotykamy się z innymi rodzinami w miejscowym amfiteatrze gdzie razem dyskutujemy o Biblii, dzieląc się myślami. Spotkania te są prowadzone przez mężczyzn z różnych rodzin, których nazywamy braćmi. Oni wszyscy są książętami Nowej Ziemi.

Mężczyźni w białych tunikach

Wieczorem, tego samego dnia w miejscowy amfiteatr usytuowany na zboczu wzgórza została wypełniony dwustoma osobami. Rodziny siedziały razem za swoimi dziećmi. Wszyscy byli schludnie ubrani jakby udawali się na wesele. Marek obserwował ich bardzo uważnie. Wkrótce zauważył, że na scenie nazywanej podium, znajdowało się dwudziestu mężczyzn odzianych w białe tuniki, których biel była tak jaskrawa jak śnieg. Pośród nich znajdował się Adrian. Marek zapytał Elżbietę, kim byli ci mężczyźni. Uprzejmie wyjaśniła, że oni wszyscy przeżyli Armagedon, to znaczy, że począwszy od dnia swoich narodzin nigdy nie zaznali śmierci. Potem Jehowa wydał odnośnie nich rozporządzenie, że oni wszyscy mają być ubrani w białe tuniki aby każdy człowiek mógł rozpoznać, że to Ci, których sam Bóg wyznaczył do specjalnego zadania. Po krótkim wyjaśnieniu Elżbieta otworzyła Biblię na księdze Objawienia i poprosiła Marka o przeczytanie wierszy od 9 do 17 z rozdziału 7. Marek popatrzył na wersety i odczytał półgłosem:

Potem ujrzałem, a oto wielka rzesza, której żaden człowiek nie zdołał policzyć, ze wszystkich narodów i plemion, i ludów, i języków, stojąca przed tronem i przed Barankiem, ubrana w białe długie szaty; a w rękach ich gałęzie palmowe. I wołają donośnym głosem, mówiąc: ’Wybawienie zawdzięczamy naszemu Bogu, który zasiada na tronie, i Barankowi’.

A wszyscy aniołowie stali wokół tronu i starszych, i czterech żywych stworzeń i upadli przed tronem na twarze swoje, i oddali cześć Bogu, mówiąc: ‘Amen! Błogosławieństwo i chwała, i mądrość, i dziękczynienie, i szacunek, i moc, i siła Bogu naszemu na wieki wieków. Amen’.

I odezwał się jeden ze starszych, i rzekł do mnie: ‘Kim są ci ubrani w białe długie szaty i skąd przyszli? Zaraz więc powiedziałem mu: ’Panie mój, ty to wiesz’. A on rzekł do mnie: ‘Są to ci, którzy wychodzą z wielkiego ucisku i wyprali swoje długie szaty, i wybielili je we krwi Baranka. Właśnie dlatego są przed tronem Boga i dniem i nocą pełnią dla niego świętą służbę w jego świątyni; a Zasiadający na tronie rozpostrze nad nimi swój namiot. Nie będą już więcej głodować ani już więcej pragnąć ani nie porazi ich słońce ni żadna spiekota, ponieważ Baranek, który jest pośrodku tronu, będzie ich pasł i poprowadzi ich do źródeł wód życia. A Bóg otrze z ich oczu wszelką łzę.’

Po przeczytaniu tego fragmentu zapytał czy Adrian przeżył Armagedon. Elżbieta kiwnęła głową i dodała, że ona nie miała tyle szczęścia. Słysząc to, Marek zapytał ile miała lat gdy umarła. Odpowiedziała, że zmarła w wieku dziewięćdziesięciu pięciu lat. Usłyszawszy te słowa popatrzył na nią częściowo ciekawością, a częściowo z niedowierzaniem i spytał: „To dlaczego jesteś taka młoda?”

W odpowiedzi usłyszał; „Przyjęłam prawdę o Królestwie Jehowy przed Armagedonem. Potem, kiedy się rozpoczęło zmartwychwstanie sprawiedliwych, pojawiłam się pośród pierwszych wzbudzonych. Potem zostało ustanowione nowe prawo, że wszyscy, którzy byli szczęśliwi ze swoimi partnerami małżeński przed Armagedonem mogą znowu się pobrać jeśli chcą, ale tym razem na zawsze. Choć wydawało się, że trochę to potrwa nim powrócę do swojej młodości, oboje nie wahaliśmy się ani przez chwilę by na nowo wstąpić w związek małżeński ze sobą, gdyż bardzo się kochaliśmy i przeżyliśmy razem najtrudniejsze chwile naszego – śmierć naszego starszego syna Marka. I wiesz co się stało, Jehowa uczynił cud. Następnego dnia obudziłam się zupełnie młoda, na nowo. Widząc to, oboje nie mogliśmy przestać płakać z radości” Tu przerwała i spojrzała na Marka oczyma pełnymi uczuć i uśmiechnęła się. Marek natychmiast odpowiedział na uśmiech swoim uśmiechem, choć po jego policzkach spłynęły dwie duże łzy.

Kilka minut później jeden z mężczyzn w białych tunikach podszedł do frontu podium i powiedział donośnym głosem: „Witaj drodzy bracia i siostry na naszym Czwartkowym Spotkaniu Wielbienia Boga na Nowej Ziemi.” Po ty słowach wszyscy zgromadzeni podnieśli gromki aplauz. Potem kontynuował: „Moi umiłowani bracia i siostry powstańcie proszę i zwróćmy się do naszego niebiańskiego ojca Jehowy w modlitwie.”

Potem wszyscy zebrani powstali, wznieśli swoje ręce do góry, a mówca rozpoczął modlitwę w ich imieniu. Powiedział: „Jehowo, nasz Niebiański Ojcze i Panie, jakże jesteśmy szczęśliwi, że jesteśmy tutaj pomiędzy naszymi braćmi i siostrami, żeby Cię wielbić, oddać Ci chwałę i być przez Ciebie pouczani. Niech będą Ci dzięki Ojcze, że znowu nam tak obficie błogosławisz i rozradowujesz nasze serca przez z martwych wzbudzanie członków naszych rodzin, którzy poumierali nie znając Ciebie. Prosimy Ojcze, otwórz ich serca i umysły oraz wypełnij je Twoim świętym duchem, Twoją czynną mocą, aby mogli przyjąć wszystko czego dostarczasz, nabywając dokładnej wiedzy o Tobie i aby mogli podążać ku chrześcijańskiej dojrzałości. Jehowo Boże, dziękujemy Ci za Twojego ukochanego syna, którego wysłałeś przed wiekami, aby stał się ofiarą przebłagalną za grzechy nasze i grzechy całego rodzaju ludzkiego. Błagamy Ciebie Jehowo, wypełnij nasze serca i nasze umysły Twoim świętym duchem byśmy w czasie tego spotkania mogli przyjąć wszystkie pouczenia do naszych serc i przygotować się do ostatecznej próby, kiedy Twój arcywróg Szatan Diabeł wraz ze swoimi demonami zostaną uwolnieni ze swego miejsca uwięzienia, żeby zwodzić całą zamieszkałą ziemię, ale potem oni sami i ich poplecznicy zostaną wrzuceni do jeziora ognia, z którego nigdy już nie powrócą. Amen”

Kiedy zakończył swoją modlitwę, wszyscy zebrani niczym jeden odpowiedzieli głośno ‘Amen’. Kolejny mężczyzna ubrany odziany w białą tunikę powstał i powiedział: „Drodzy bracia i siostry oraz wszyscy nowo
z martwych wzbudzeni, jestem bardzo szczęśliwy, że mogę was powitać na naszym spotkaniu. Najpierw chciałbym się przedstawić wszystkim tym, którzy widzą mnie pierwszy raz. Nazywam się Józef Jackson. Poczytuję sobie za największy przywilejem otwarcie zebrania tego wieczoru. W ogłoszeniach pragnę was poinformować, że po Sabacie, w Niedzielę rozpocznie się pierwsza klasa kursu ‘
Poznaj Jehowę i Jego Wspaniałe Zaopatrzenie’. Z naszej osady
aż 70-ciu nowo z martwych wzbudzonych weźmie w nim udział.” Potem zostały głośno odczytane nazwiska wszystkich siedemdziesięciu członków kursu. Marek poczuł się bardzo dumny i niezmiernie szczęśliwy, że jego nazwisko było pośród nich. Józef także wyjaśnił, że kurs odbędzie się w tym amfiteatrze. Po odczytaniu innych ważnych informacji dodał: „Teraz wszyscy członkowie kursu otrzymają specjalne tuniki i proszeni są o noszenie ich przez całą długość trwania kursu.”

Kiedy Marek otrzymał strój, rozwinął go i popatrzył na niego uważnie. Był błękitny z białą wstęgą. W chwili gdy się zastanawiał, co mogło to oznaczą, inny mówca, Andrzej Sims, pojawił się na podium i zaspokoił jego ciekawość mówiąc, że wstęgi wyróżniają synów i córki tych, którzy przeżyli Armagedon. Marek zastanawiał się dlaczego było to takie ważne.

W dalszej części spotkania dyskutowano nad innymi ważnymi częściami Księgi Wypełnienia, ale w ostatniej części zebrania pojawił się na podium całkiem wysoki, dobrze zbudowany brat. Miał krótkie, ostrzyżone na jeża, blond włosy i bardzo wysokie czoło. Ubrany był w białą koszulę i szyty na miarę, kremowy garnitur. Do jego butonierki przypięte było coś w rodzaju płaskiego, owalnego kamienia. Marek przyglądał się jemu przez dłuższą chwilę. Potem usłyszał jak brat mówi: Nazywam się Michał i chciałbym wam dziś opowiedzieć moją historię z przed Armagedonu.”

Marek był całkiem pewien, że musiał już go kiedyś widzieć, ale kiedy? Nie mógł sobie tego przypomnieć. Michał kontynuował „Byłem młodym chłopcem, jeszcze w szkole średniej gdy zdecydowałem się poświęcić moje życie Jehowie, a wkrótce potem zostałem pełno czasowym ewangelizatorem lub pionierem – jak ich wtedy nazywano. Byłem pobłogosławiony wieloma studiami biblijnymi z ludźmi świadomymi swoich potrzeb duchowych na moim terenie. W rezultacie wszyscy mnie lubili i znali. Potem poznałem miłą siostrę i miałem ja poślubić, kiedy moje ciało zostało dotknięte rakiem, który bezdusznie konsumował moje ciało. Przeszedłem przez wszelkiego rodzaju medyczne leczenie, ale bez jakichkolwiek pozytywnych rezultatów. Wkrótce potem straciłem włosy i wagę, ale trzymałem pozytywne nastawienie aż do dnia mojej śmierci. Ostatnimi słowami jakie wypowiedziałem przed śmiercią było trzy krotne wezwanie Jehowy. I wiecie co! Potem otworzyłem moje oczy tutaj w raju, który był tworzony. Dla mnie było to jak transformacja. Jestem pewien, że wy nowo wzbudzeni odczuliście to w ten sam sposób.”

Jak tylko skończył, Marek nagle przypomniał sobie gdzie go spotkał. Mieszkali kiedyś w tym samym bloku, ale Michał był nieco od niego starszy. Michał często mu głosił, gdy się razem bawili. Potem zmarł w wieku 22 lat, a Marek był obecny na jego pogrzebie. To było więcej niż Marek mógł znieść. Ze łzami spływającymi po jego policzkach niczym krople rzęsistego deszczu, Marek wstał i zbiegł do podium, po czym wskoczył na nie niczym małpka, doszedł do Michała, objął go i zapytał czy go poznaje. Michał zaprzeczył. Wtedy Marek wyjaśnił kim był, a Michałowi natychmiast powróciły wspomnienia i wykrzyknął „Marek małe pytanko!” Marek kiwnął głową. Potem przez około minutę trzymali się w objęciach płacząc z radości, a zebrani na stojąco klaskali. Potem to spotkanie stało się znane jako najmokrzejsze spotkanie w historii przywróconego raju, gdyż każdy obecny także dał upust swoim emocjom.

KURS

W niedzielę, trzy dni później dla 70 zmartwychwstałych rozpoczął się kurs zatytułowany „Poznaj Jehowę i Jego Wspaniałe Postanowienia”. Wszyscy uczestnicy byli ubrani w swoje tuniki. Na początku tej sesji edukacyjnej każdy otrzymał skórzana teczkę z kompletem książek pomiędzy którymi znajdowała się Biblia oprawiona w delikatną skórę w złotym kolorze. Marek przyjrzał się jej uważnie i zauważył, że jej pełny tytuł brzmiał „Pismo Święte w Przekładzie Nowego Świata. Poniżej tytułu znajdowała się wydrukowana mniejszą czcionką notatka ‘Przełożone z oryginału przez KOMITET NOWEGO ŚWIATA, zrewidowane ostateczne rajskie wydanie. Rok wydania nie był podany. Po przekartkowaniu Biblii, Marek przejrzał pozostałą zawartość teczki. Poza książkami i broszurami w teczce znajdował się program kursu oraz 10 calowy tablet, aby uczestnicy mogli robić notatki z kursu.

Kiedy nastała pora rozpoczęcia, na mównicy pojawił się Adrian i zwrócił się z modlitwą do Jehowy w imieniu wszystkich zebranych. Ledwie zakończył, stało się coś nieoczekiwanego. Najpierw wokół całego amfiteatru powiała delikatna bryza, a potem w powietrzu na całą sceną pojawił się holograficzny ekran, na którym zaczęto odtwarzać w pełni trójwymiarowy film ukazujący najważniejsze działania Jehowy z początku tworzenia wszechświata. Widzowie popadli w osłupienie. Najpierw całą powierzchnię sceny wypełniła gęsta ciemność, z której dochodził piękny, majestatyczny głos, mówiący:מילים(Synu – po Hebrajsku).Wypełnijmy ciemność wszelkiego rodzaju ciałami, małymi i dużymi”. Potem, w środku ciemności pojawił się drobny, jasny obiekt, który po chwili zaczął się rozszerzać, będąc napędzany jakąś ogromną niewidzialną mocą, którą był Święty Duch Jehowy. Wtedy na ekranie pojawiło się pisemne wyjaśnienie: „Ta moc została odkryta przez fizyków w XXI wieku i nazwano ją ‘ciemną energią’, choć wszystko wskazywało na niewidzialnego Stwórcę, który używał jej od dawna. Naukowcy zastanawiali się czym jest ciemna energia i jaka była jej rola w pojawieniu się i tworzeniu wszechświata. Opisano ją jako nieznaną formę energii, która promieniowała z głębokiej przestrzeni i zachowywała się przeciwnie do siły grawitacji. Chociaż wszystkie znane ówcześnie ciała niebieskie przyciągały się wzajemnie przez siłę grawitacji, to ‘ciemna energia’ była jedyną znaną siłą odpychała galaktyki zamiast przyciągać”. Potem ciemność na ekranie wypełniła się niezliczonymi promieniami kolorowych świateł wypływającymi ze środka ekranu we wszystkich kierunkach. Następnie pojawiło się coś, co wyglądało jak chmura gęstego dymu, która wkrótce wypełniła cały ekran. W tej dziwnej chmurze widać było błyskawice i słychać było grzmoty burzy magnetycznej. Potem, jakaś nieznana siła zaczęła ją rozpraszać, zaś oczom widzów ukazały się tryliony maleńkich cząstek, z których każda miała cal długości. Te maleńkie cząsteczki zaczęły łączyć się ze sobą tworząc coś w rodzaju skałek wirujących wokół własnych osi i wokół największej z nich, stale skracając dystans między nimi a skałą tworzącą coś, jakby jądro. Kiedy były już dostatecznie blisko zaczęły się przyciągać z niewyobrażalną szybkością tworząc większe ciała, które po jakimś czasie zaczynały jasno świecić.

Wtedy na ekranie pojawił się napis: „Te calowej długości cząsteczki naukowcy nazwali ‘planetozymalami’, i jak wtedy wierzono były one zmieszanymi maleńkimi drobinkami pyłu kosmicznego, które potem w mgławicach (chmurach gazów) łączyły się razem aby utworzyć planety. Jak widzicie na ekranie , najpierw łączyły się one by utworzyć gwiazdy”.

Kiedy zwięzłe streszczenie rozwoju wszechświata zakończyło się, na ekranie pojawiła się Galaktyka Drogi Mlecznej, gdzie na jednej z jej krawędzi znajdował się drobny, świecący punkt, który zaczął się powoli rozrastać do chwili, kiedy wszyscy widzowie mogli z łatwością rozpoznać nasz system słoneczny ze wszystkimi jego planetami. Potem obraz skupił się na trzeciej planecie od słońca, która swoją wielkością wypełniła środek ekranu, tedy obraz zatrzymał się a do uszu zebranych docierał niesłychanie słodki, delikatny głos wyjaśniający początki ziemi. Donosił on: „Na początku Bóg stworzył niebiosa i ziemię. A ziemia była bezkształtna i pusta i ciemność panowała na powierzchni głębiny wodnej; a czynna siła Boża przemieszczała się tu i tam nad powierzchnią wód”.

W dalszej kolejności wyjaśniono, że u swojego zarania ziemia spowita była w obłoku gazowo-pyłowej mieszaniny, a na jej powierzchni zarówno nie było nic widać, ani nie docierało do niej światło słońca – więc Bóg spowodował, by światło słoneczne mogło się przebić przez tę grubą, pyłowo-gazową warstwę.

I Bóg przemówił: ‘Niech powstanie światło’. Wtedy powstało światło. Potem widział Bóg, że światło jest dobre, i Bóg oddzielił światło od ciemności. I Bóg zaczął nazywać światło Dniem, ciemność zaś nazwał Nocą. I nastał wieczór, i nastał ranek — dzień pierwszy”.

Po tych słowach na filmie zaprezentowano pierwsze pięć dni przygotowywania ziemi na mieszkanie dla człowieka. Teraz wszyscy widzowie mogli ujrzeć
i przeczytać na ekranie dalsze wersety z pierwszego rozdziału biblijnej Księgi Rodzaju.

Mówiły one:

I przemówił Bóg: „Niech między wodami powstanie przestworze i niech się oddzielą wody od wód”. Potem Bóg przystąpił do uczynienia przestworza oraz do oddzielenia wód, które mają być poniżej przestworza, od wód, które mają być ponad przestworzem. I tak się stało. I Bóg zaczął nazywać przestworze Niebem. I nastał wieczór, i nastał ranek — dzień drugi”.

Zaraz po tym, zdumieni widzowie ujrzeli przekrój ziemi. W jej środku znajdowało się oś na podobieństwo jądra pływającego w płynie nazywanym magmą. Powyżej płynu znajdowała się twarda warstwa, całkowicie pokryta wodą. Chwilę potem stało się coś dziwnego, co przykuło wzrok wszystkich widzów, a przypominało wiatr wiejący w samym środku wód pokrywających ziemię. Marek i pozostali widzowie widzieli coś takiego pierwszy raz. Niewidzialna, niesłychanie wielka moc podniosła część wód z ziemi ponad wiatr, wprawiając je w ruch wirowy wokół ziemi, natomiast w przestrzeni pomiędzy wodami na ziemi i nad ziemią była przestrzeń, którą obecnie nazywamy atmosferą, rozpościerała się cienka, biała i przezroczysta kurtyna z pary wodnej. Jednak posuwając się wyżej w kierunku wód wirujących nad ziemią, zmieniała ona stopniowo swój stan skupienia przekształcając się w chmury, głębiej w wodę, a w końcu w lód. Ta scena był tak niesamowicie piękna, że wszyscy widzowie, jak jeden, wydali długi wyjący dźwięk ‘wo…w’. Wkrótce po tym, ta sama moc, która podniosła wody z ziemi, zebrała wody na ziemi w jedno miejsce, a na ekranie pojawiło się wyjaśnienie:

I przemówił Bóg: „Niech wody pod niebiosami zbiorą się w jednym miejscu i niech się ukaże suchy ląd”. I tak się stało. I Bóg zaczął nazywać suchy ląd Ziemią, a zbiorowisko wód nazwał Morzami. I widział Bóg, że to jest dobre. I przemówił Bóg: „Niech ziemia porośnie trawą, roślinami wydającymi nasienie, drzewami owocowymi rodzącymi według rodzaju swego owoc, w którym jest jego nasienie — na ziemi”. I tak się stało. I ziemia zaczęła wypuszczać trawę, rośliny wydające nasienie według swego rodzaju oraz drzewa rodzące owoc, w którym jest jego nasienie według jego rodzaju. I widział Bóg, że to jest dobre. I nastał wieczór, i nastał ranek — dzień trzeci”.

Teraz na ekranie widać było suchy ląd, który zaczął pokrywać się trawą, drzewami i wszelkiego rodzaju florą.

I przemówił Bóg: „Niech w przestworzu niebios powstaną źródła światła, by oddzielały dzień od nocy; mają też służyć za znaki, jak również do określania pór i dni, i lat. I mają służyć w przestworzu niebios za źródła światła, żeby oświetlać ziemię”. I tak się stało. I Bóg przystąpił do uczynienia dwóch wielkich źródeł światła: większego źródła światła, by panowało nad dniem, i mniejszego źródła światła, by panowało nad nocą, a także gwiazd. I Bóg umieścił je w przestworzu niebios, żeby oświetlały ziemię i żeby panowały w dzień i w nocy oraz żeby oddzielały światło od ciemności. I widział Bóg, że to jest dobre. I nastał wieczór, i nastał ranek — dzień czwarty” – wyjaśniał napis.

Kolejnym obrazem na ekranie był widok przestworza ponad atmosferą, z widocznymi na nim źródła światła. Scena zapierała dech w piersiach. Kolejna klatka filmu zawierała kolejne wersety z biblijnej Księgi Rodzaju.

I przemówił Bóg: ‘Niech się zaroją wody rojem dusz żyjących i niech stworzenia latające latają nad ziemią po obliczu przestworza niebios’. I Bóg przystąpił do stworzenia wielkich potworów morskich i wszelkiej ruszającej się duszy żyjącej, którymi według ich rodzajów zaroiły się wody, i wszelkiego latającego stworzenia skrzydlatego, według jego rodzaju. I Bóg zobaczył, że to jest dobre.  Wtedy Bóg je pobłogosławił, mówiąc: ‘Bądźcie płodne i stańcie się liczne, i zapełnijcie wody w basenach morskich, i niech stworzenia latające staną się liczne na ziemi’. I nastał wieczór, i nastał ranek — dzień piąty”.

Po tych słowach pokazano stworzenie zwierząt morskich. Widzowie byli do głębi zdumieni widząc, że nie były to małe rybki i morskie zwierzątka jakie znali, ale olbrzymie morskie potwory. Potem pokazano, jak te olbrzymie zwierzęta dały początek wszelkim innym wodnym stworzeniom.

Teraz obraz skierował się z morza na atmosferę, pokazując pojawienie się wszelkiego rodzaju latających stworzeń lub raczej dinozaurów w kształcie pterodaktyli. Widzowie obserwowali z przejęciem jak te latające potwory dały początek wszystkim innym ptakom. Film także pokazywał początek pojawienia się insektów. Na ekranie pojawiła się para insektów przypominających w połowie ważkę i w połowie komara, które dały początek wszelkim innym insektom według ich rodzaju.

I przemówił Bóg: ‘Niech ziemia wyda żyjące dusze według ich rodzajów, zwierzę domowe i inne poruszające się zwierzę oraz dzikie zwierzę ziemi według jego rodzaju’. I tak się stało. I Bóg przystąpił do uczynienia dzikiego zwierzęcia ziemi według jego rodzaju i zwierzęcia domowego według jego rodzaju, i wszelkiego innego poruszającego się zwierzęcia ziemskiego według jego rodzaju. I Bóg zobaczył, że to jest dobre”.

Po tej kolorowej prezentacji stwarzania zwierząt, widzowie ujrzeli niesłychanie piękny, schludny ogród, w którego centrum znajdowała się łąka z krótko przyciętą trawą. Potem usłyszeli głos Boga mówiący:

Uczyńmy człowieka na nasz obraz, na nasze podobieństwo, i niech im będą podporządkowane ryby morskie i latające stworzenia niebios oraz zwierzęta domowe i cała ziemia, jak również wszelkie inne poruszające się zwierzę, które się porusza po ziemi.

Gdy tylko Jehowa Bóg przestał wypowiadać te słowa, na ekranie pojawiły się dwie przezroczyste postacie w kształcie człowieka, których twarze nie były wyraźne. Jedna z nich trzymała papirusowy zwój, na którym znajdowały się rysunki oraz instrukcje napisane w języku Hebrajskim. W tym momencie wszyscy widzowie zauważyli, że napisy były pisane po Hebrajsku i że oni wszyscy mogli je przeczytać i zrozumieć bez uczenia się tego języka. Potem usłyszeli głos płynący z głośników: „Właśnie wszyscy doświadczyliście cudu, jako że nasz niebiański Ojciec Jehowa przywrócił w was naturalny język rodzaju ludzkiego, język który Bóg wszczepił w ludzi, a który po Wielkim Potopie został pomieszany”. Marek, a także wielu pozostałych uczestników kursu byli tak wzruszeni, że znowu zaczęli płakać.

Kiedy dźwięk w głośnikach ucichł, wszyscy jeszcze raz popatrzyli na papirusowy zwój na ekranie i zrozumieli, że zawierał on rysunki i instrukcje jak stworzyć człowieka.

Drugą postać na ekranie od czasu do czasu zerkała na zwój będąc bardzo zaangażowaną w tworzenie pierwszego człowieka. Z racji tego, że tworzącym ciało człowieka towarzyszył silny wiatr, widzowie rozpoznali, że byli to Jehowa Bóg i jeden z Jego anielskich Synów. Potem pojawił się napis mówiący:

I Bóg przystąpił do stworzenia człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył; stworzył ich jako mężczyznę i kobietę.

Potem głos dochodzący z głośników wyjaśnił, że Mistrzowskim Wykonawcą budującym ciało człowieka jest Jezus w swoim przedludzkim bycie. Kiedy ciało było już gotowe, stało się coś niebywałego. Ten, który trzymał zwój, to znaczy Jehowa, dmuchnął w twarz człowieka i wtedy ten zaczął oddychać, a potem wstał lub raczej podniósł swój tułów i siadł. Na ekranie pojawił się kolejny werset biblijny:

I Jehowa Bóg przystąpił do kształtowania człowieka z prochu ziemi, i tchnął w jego nozdrza dech życia, i człowiek stał się duszą żyjącą”.

Po dokładnym obejrzeniu swojego własnego ciała, nowo stworzony człowiek usłyszał głos Jehowy wyjaśniający jemu, że będzie się nazywał Adam (אדום), ponieważ jest wykonany z ziemi (Hebrajskie – adamah – oznacza ziemię, glebę) i ma czerwoną karnację (Hebrajskie – Adamahczerwony; czerwona gleba). Następnie Adam dowiedział się, że Jehowa jest jego ojcem. Po wyjaśnieniu Adamowi wielu rzeczy, Jehowa przydzielił mu pracę polegającą na nazwaniu wszystkich roślin i zwierząt. Wykonywanie tego zadania zajęło Adamowi prawie 30 lat. W międzyczasie nauczył się wiele o zwyczajach wszystkich zwierząt. Po wykonaniu zadania serce Adama zaczęło tęsknić. Zauważył, że wszystkie zwierzęta mają swojego partnera lub partnerkę, ale dla Adama nie było partnerki. Nie było nikogo podobnego do niego, więc wałęsał się po ogrodzie tu i tam, tęskniąc. Więc jego Ojciec powiedział do Mistrzowskiego Wykonawcy:

Człowiekowi nie jest dobrze pozostawać samemu. Uczynię dla niego pomoc jako jego uzupełnienie”.

Teraz na ekranie uczestnicy kursu ujrzeli te same duchowe postaci co poprzednio. Tym razem tworzyły One ciało kobiety, ale scenariusz pracy nie powtórzył się, ponieważ Mistrzowski Wykonawca na polecenie Jehowy wyjął jedno z żeber Adama, a potem wykonał z niego ciało kobiety. Wyglądało to tak, jakby kobieta wyrosła z żebra. Z pewnością była ona żeńskim klonem Adama. Na dole ekranu ukazał się napis: „I Jehowa Bóg przystąpił do ukształtowania niewiasty z żebra, które wyjął z człowieka, i przyprowadził ją do człowieka”.

Kiedy Adam dostrzegł ją w swoim polu widzenia wykrzyknął „To wreszcie jest kość z moich kości i ciało z mego ciała. Ta będzie zwana Niewiastą, gdyż wzięta została z mężczyzny”. Teraz jego serce bardzo się rozradowało. Potem Jehowa nakazał Adamowi nauczyć kobietę wszystkiego, co sam wiedział, a co ważniejsze, by przekazał jej instrukcje Ojca. Potem Jehowa zlecił obojgu jeszcze jedno ważne i bardzo odpowiedzialne zadanie. Zostało ono wymienione w kolejnym cytacie biblijnym, jaki pojawił się na ekranie:

Potem Bóg ich pobłogosławił i rzekł do nich Bóg: „Bądźcie płodni i stańcie się liczni oraz napełnijcie ziemię i opanujcie ją, a także podporządkujcie sobie ryby morskie i latające stworzenia niebios, i wszelkie żywe stworzenie, które się porusza po ziemi”.

Po przeczytaniu napisu, jeden z uczestników kursu wykrzyknął: „Więc to nieprawda, że grzech pierworodny to stosunek seksualny pomiędzy mężczyzną i kobietą. Nasz ksiądz mówił, że tak jest!”

Przy końcu, pokazano na filmie jak Jehowa dał pierwszej parze ludzkiej rozporządzenie odnośnie tego, co wolno było im jeść. Na ekranie pojawił się kolejny napis: „I przemówił Bóg: ‘Oto dałem wam wszelką roślinność wydającą nasienie, która jest na powierzchni całej ziemi, i wszelkie drzewo, na którym jest owoc drzewa wydający nasienie. Niech wam to służy za pokarm. I wszelkiemu dzikiemu zwierzęciu ziemi, i wszelkiemu latającemu stworzeniu niebios oraz wszystkiemu, co się porusza po ziemi, w czym jest życie jako dusza, [dałem] na pokarm wszelką zieloną roślinność’. I tak się stało. Potem Bóg widział wszystko, co uczynił, i oto było to bardzo dobre. I nastał wieczór, i nastał ranek — dzień szósty”.

Kiedy film się zakończył, na podium pojawił się Adrian i podziękował wszystkim uczestnikom za uwagę. Następnie dodał, że kolejny dzień kursu będzie jeszcze bardziej ekscytujący niż pierwszy i że będą mieli okazję poznać dwóch niezwykłych gości. Na zakończenie podniósł ręce i podziękował Jehowie za wspaniały kurs. Kiedy zakończył modlitwę, wszyscy odpowiedzieli ’Amen’ jak jeden mąż.

Chociaż prawie wszyscy już wyszli, Marek wciąż siedział rozmyślając przez chwilę o wszystkim co wydarzyło się tego dnia. Jedno pytanie nadal zajmowało jego umysł. Dlaczego ludzi porównano do Boga, który ma duchowe ciało, a ludzie są materialni?

Potem podziękował Ojcu Jehowie za wszystko, czego doświadczył. W ten sposób zakończył się pierwszy dzień kursu.

Niezwykli goście

Kolejny dzień kursu rozpoczął się w sposób znamy już Markowi, ale tym razem na podium pojawił się brat, którego wcześniej nie widział.. Był średniego wzrostu, a raczej niski. Miał gęste, faliste, rude włosy i był dobrze zbudowany. Ubrany był w długą, purpurowo – białą tunikę. Jego pierś przyozdobiona była złotą szarfą, przebiegając od prawego ramienia przez tors, aż do lewej strony pasa. Brat stanął na środku podium i powiedział: „Witajcie wszyscy Bracia i Siostry, uczestnicy drugiego dnia kursu ‘Poznaj Jehowę i Jego wspaniałe dzieła’. Ten dzień z pewnością wywrze na wszystkich niezapomniane wrażenie, ale pozwólcie, że najpierw się przedstawię. Nazywam się Dawid i jestem synem Jessego z pokolenia Judy. Byłem królem w Izraelu.

W tym momencie całe audytorium wydało gromki dźwięk ‘wow’, ale Dawid wzniósł swoje w górę by uciszyć wszystkich, po czym dodał: ‘Moja drodzy Bracia i siostry ja na nic nie zasługuję, ponieważ jestem grzesznym człowiekiem, jak wy wszyscy, który został zmartwychwzbudzony jakiś czas temu. Cała chwała należy się Jehowie, gdyż to On przygotował te wszystkie rzeczy. Niech Bóg będzie błogosławiony na wieki wieków.’ Gdy tylko skończył, wszyscy zgromadzeni powstali ze swoich miejsc, bijąc jeszcze głośniejsze brawa. Potem Dawid wzniósł swoje ręce ku niebu i podziękował Jehowie za porządek w kolejności zmartwychwstania. Potem poprosił Jehowę by Jego duch oddziaływał na uczestników, mówców i całą społeczność braci i sióstr. Modlitwę zakończył gromkim ‘Amen’, a potem rozpoczął się właściwy program.

Najpierw podium wypełnił film holograficzny pokazujący przejście Izraela przez Morze Czerwone. Jak tylko wszyscy przeszli się na drugą stronę, jako ostatni przeszedł Mojżesz. Gdy się tam znalazł, wyciągnął swoje ramiona nad wodami morza i wtedy powróciły one do swojej pierwotnej pozycji grzebiąc butnego egipskiego króla i jego armię na zawsze. Gdy się to stał, ekran zniknął, ale … ale na scenie pozostał Mojżesz. Potem odwrócił się i powiedział niesamowicie miękkim, delikatnym i majestatycznym głosem ‘Szalom (pokój)moi drodzy bracia i siostry, nowo zmartwychwzbudzeni, wy którym Jehowa okazał miłosierdzie wskrzeszając was z martwych’.

Mojżesz był wysokim, krępym mężczyzną o ciemnych, falujących włosach i poważnym, ale uprzejmym wyglądzie. Ubrany był w długą tunikę jako koszulę I długości do kolan zewnętrzny płaszcz bez rękawów, z paskami we wszystkich kolorach tęczy wzdłuż niego. Na stopach miał skórzane sandały z rzemieniami. W prawej dłoni trzymał zakrzywiony kij pasterski (pastorał). Podczas gdy wszyscy przyglądali się jemu zdumieni, wyprostował się, uśmiechnął się do publiczności wykrzyknął gromkim głosem „Dziękujemy Ci Jehowo, że zgodnie z rozporządzeniem swojej woli wszyscy Ci ludzie są tutaj obecni przed Tobą żywi!’ Teraz ten silny i mocny człowiek nie był w stanie dłużej panować nad swoimi emocjami i dal upust wzruszeniu. Po jego twarzy spływał łzy niczym potok. Nie były to jednak łzy smutku, ale łzy ogromnej, niewypowiedzianej radości, która zgrzewała jego serce. Było oczywiste, że Mojżesz miłował ludzi.

Marek przyglądał się jemu badawczo I z uwagą przysłuchiwał się wykładowi zatytułowanemu “Proroka jak ty wzbudzi Jehowa z pośród twego ludu”.

Dodaj komentarz